Pułapki rozwoju osobistego
- CoachingPoLudzku
- 22 maj 2021
- 4 minut(y) czytania
W dzisiejszym świecie rozwój jest rozpatrywany jako jedna z fundamentalnych składowych życia każdego człowieka. Od wczesnych lat i szkolnej edukacji jesteśmy zachęcani do robienia kolejnych kroków na drodze ku własnej doskonałości, a kiedy wewnętrznej motywacji do nabywania nowych kompetencji chwilowo zabraknie, presja społeczna i osoby z naszego otoczenia postarają się wpłynąć na nas, darując nam szczyptę inspiracji i zachęty do działania. Więc rozwijamy się dalej i mocniej, częściej i intensywniej, lecz wciąż słychać głosy, że rozwój to nie tylko doskonalenie zawodowych umiejętności, że rozwijać musimy się też jako ludzkie istoty, indywidua, dla których świat stoi otworem, a nasze myśli stanowią jedyną przeszkodę do wymarzonych celów. Wystarczy jednak tylko spróbować smaku rozwoju osobistego, by dać się wciągnąć w odchłań ciągłego poczucia, że to wciąż jedynie kropla w morzu tego, co zrobić powinniśmy. Ale jak tu przestać, skoro wszyscy to robią? Szkolą się, czytają poradniki, polecają coraz to nowe webinary, kursy on-line i nowatorskie techniki pozwalające osiągnąć „stare” efekty w „nowym” czasie. Na rynku usług pojawiają się więc trenerzy rozwoju osobistego, inspirtatorzy, doradcy, influencerzy, blogerzy czy mówcy motywacyjni, całe zastępy guru, którzy pomogą Ci odblokować mentalne hamulce i stać się „najlepszą wersją siebie”.
Jak to wszystko ma się do populistycznych haseł typu „pokochaj i zaakceptuj siebie” czy „najważniejsze to być sobą”? Jak z tym korelują statystyki w zakresie objawów depresyjnych czy lęku uogólnionego, wzrastającego problemu uzależnienia od substancji psychoaktywnych i nadużywania alkoholu? Dlaczego świat zachodni nie potrafi obejść się bez psychoterapeutów, a hasłem przewodnim w kuluarach wielkich korporacji stało się „rzuć wszystko i jedź w Bieszczady”? I dlaczego, droga Czytelniczko / drogi Czytelniku masz poczucie, że coś tu nie gra, bo mówię to jako coach pracujący przede wszystkim na rzecz rozwoju swoich klientów? Mam nadzieję, że uda mi się dziś wyjaśnić, że mimo wszystko jestem gorącym zwolennikiem rozwoju przez duże „R” oraz pokazać, że jego błędne pojmowanie może doprowadzić nas do sytuacji, w której zamiast szukać swojego nowego „wymarzonego celu”, jedynym celem będzie utrzymać się na powierzchni i znaleźć sens kolejnego dnia. Przyjrzyjmy się zatem wspólnie, dlaczego rozwój jest mieczem obusiecznym i dlaczego w poprzednim artykule zapraszałem, aby przygodę z odkrywaniem własnego Ja rozpocząć od dogłębnej analizy swoich kompetencji i potrzeb, jako że każdy z nas potrzebuje zupełnie innej drogi do bycia „najlepszą wersją siebie”

Pułapka I - dostępność vs rzetelność
Nie sposób jest być specjalistą w każdej dziedzinie i nie to winno być celem doczesnego życia. Jednak z kart historii wiemy, jak wielką siłą i bronią potrafi być wiedza – dzięki niej nie tylko jesteśmy w stanie chronić samych siebie, ale też z łatwością manipulować lub szkodzić innym, gdy to my jesteśmy w jej posiadaniu. Nie mając merytorycznego rozeznania w danym temacie, niejednokrotnie kierujemy się atrakcyjnością wizualną materiałów, ich przystępnością czy zasięgiem. Liczy się więc to, co łatwo uchwytne i społecznie potwierdzone. Pozwól, że szybko to udowodnię.
Kto jest wynalazcą radia? Jeśli w ogóle ktoś ma o tym pojęcia, padającą odpowiedzią jest Guglielmo Marconi. W powszechnym przekazie to właśnie syn włoskiego kupca z Lombardii odpowiada za ten genialny wynalazek. Otrzymał nawet za niego nagrodę Nobla! Prawda jest znacznie bardziej złożona – Nikola Tesla i jego patent na urządzenie do przesyłania i odbioru fal elektromagnetycznych był gotowy w 1900 roku, jednak ubiegł go w tym o kilka dni Marconi. Tesla walczył z Marconim o patent na radio, dowodząc, że jego wynalazek stosuje bez jego zgody wcześniej opatentowaną przez siebie cewkę, ale długie procesowanie się doprowadziło Teslę do bankructwa. Dobił go fakt przyznania Marconiemu wspomnianego Nobla. Ostatecznie odwołanie do sądu najwyższego USA zostało wygrane już po jego śmierci w 1943 roku. Liczy się więc, co i jak mówią inni, a nie czy mamy rację. Liczy się dostępność pewnych treści, a nie ich rzetelność.
Do jakich wniosków w kontekście rozwoju osobistego to prowadzi? Jeśli za źródłem stoi dobry marketing, odpowiednie pozycjonowanie stron, a całość okraszona jest (znów nieweryfikowanymi pod kątem realności) szeregiem pozytywnych opinii, ono często staje się pierwszym narzędziem na ścieżce osobistego rozwoju. Dotyczy to tak samo książkowych poradników w księgarniach internetowych, jak i kursów on-line czy stron specjalistów, którzy w indywidualnym procesie przeprowadzą nas na wyższy poziom własnego Ja. Dostępność nie stanowi więc synonimu rzetelności i nie przekłada się prostolinijnie na efektywność danych metod i technik. Korzystajmy z naszych zasobów szukając nowych pól rozwoju osobistego – jeśli wyuczony zawód wymaga od nas krytycznego myślenia i racjonalnego osądu, niech te kompetencje pozwolą nam wybrać najbardziej optymalną opcję osobistego rozwoju.
Ostatnim elementem w zakresie rzetelności wartym dopowiedzenia jest fakt, że mamy do czynienia z laicyzacją samorozwoju. Nie można upraszczać idei wewnętrznego doskonalenia do utartych technik i narzędzi, które swoją uniwersalnością mają pokryć nawet najgłębsze aspekty naszego życia osobistego. Oczywiście, taki przystępny zestaw prostych działań potrafi pchnąć nas w szybkim czasie do przodu, jednak nie on pozostawi w nas trwałych rezultatów i nie on powinien stanowić celu per se. W naturze rozwoju osobistego leży autentyczna chęć zrozumienia samego siebie, to proces stawania się sobą – zatem książki, filmy i techniki powinny być jedynie formą wsparcia w długiej i samodzielnej podróży, aniżeli prawdą objawioną, która programuje różnych ludzi w ten sam sposób.
A o kolejnych pułapkach osobistego rozwoju już wkrótce :)




Komentarze