top of page
Szukaj

Ja – sztuka przyjmowania perspektywy

  • Zdjęcie autora: CoachingPoLudzku
    CoachingPoLudzku
  • 15 maj 2021
  • 2 minut(y) czytania

O ile z pojęciem uważności być może większość osób zetknęła się w swoim życiu – nawet jeśli nie w ACTowym wydaniu, to w formie mindfulness albo medytacji podczas zajęć jogi, o tyle pojęcie Ja jako kontekst może wydawać się na pierwszy rzut oka dość obce. Jednak kiedy tylko odszyfrujemy co kryje się pod tym psychologicznym konceptem, szybko zdamy sobie sprawę, że to nieodłączny element naszej codzienności.


Ja jako kontekst to nie myśl czy uczucie, lecz pewien punkt widzenia, z którego możemy obserwować myśli i uczucia oraz przestrzeń, w której myśli i uczucia mogą się poruszać. To swego rodzaju miejsce, z którego możemy obserwować nasze doświadczenie, nie będąc jednocześnie nim pochłonięci. Czysta świadomość to dobre określenie alternatywne, ponieważ oddaje to, czym Ja jako kontekst jest naprawdę, czyli świadomością własnej uwagi. Oznacza ni mniej ni więcej, że człowiek jest w stanie zobaczyć siebie jako kogoś myślącego, a nie siebie jako myśli, jako kogoś czującego, a nie jako swoje uczucia. Aby bardziej obrazowo opisać ten rodzaj poczucia siebie, w dalszej części tekstu będę mówić o nim jako o Ja obserwującym.

Jeśli nie jest ci łatwo tego zrozumieć, nie ma w tym nic dziwnego – Ja obserwujące to doświadczenie, którego opis wykracza poza możliwości językowe. Jest tym aspektem nas samych, który zauważa lub obserwuje wszystkie słowa, obrazy, przekonania i koncepcje, jakimi staramy się go opisać. Tak samo, jak zauważa nasze emocje, myśli, przekonania i postawy. Istnieje jednak także druga część umysłu – Ja myślące, znane z tego, że myśli, analizuje, planuje czy pamięta. To ono wypluwa kolejne „fakty”, a my z naszą tendencją do brania ich za pewnik, zaczynami się z nimi utożsamiać. Każdy z nas ma przecież zdanie o sobie, wie, że „jest” jakiś. Ale czy na pewno?


Tworzymy historię na swój temat, chociaż kłamiemy w niej, aby chronić swoje ego. Chcemy być zgodni ze standardem, a później gromimy się za to, że nie udaje nam się mu sprostać. Zaczynamy zamartwiać się potencjalnym odrzuceniem społecznym, bo jesteśmy inni niż powinniśmy. Skonceptualizowane Ja to poczucie siebie ujęte w koncepcje, czyli pojęcia, schematyczne sposoby myślenia oraz skoordynowane z tym działania. Nabywamy je w ciągu naszego życia wskutek socjalizacji – od rodziców, rówieśników, innych znaczących osób – i jako wnioski wyciągnięte z życiowych sytuacji, zwłaszcza jeśli te sytuacje były trudne lub pozwalały uciec przed jakimś trudem psychicznym. Kiedy nasz umysł dokonuje połączenia z tą częścią poczucia siebie, następuje fuzja. Osoba w fuzji widzi w ograniczonym stopniu lub wcale, że kierują nią powinności, wewnętrzne oczekiwania, które są tylko myślami. Zamiast tego traktuje to, co mówi jej umysł, jako rzeczywistość.





Zamiast myśleć o sobie w jakiś sposób, stajemy się tymi myślami. Jesteśmy nimi, zamiast tylko je zauważać. W głowie pojawia się głos, który wciąż mówi, że czegoś nie możemy albo coś powinniśmy, bo przecież jesteśmy jacyś albo jacyś właśnie nie jesteśmy. Niektórzy ten głos nawet nazywają – wewnętrznym krytykiem, surowym nauczycielem, karcącym rodzicem. On zabija w nas spontaniczność, podcina skrzydła, odradza zmianę. Po co, skoro „wiadomo jacy jesteśmy”? Komu chcemy udowodnić, że jest inaczej?


Na wszystko jednak jest sposób - o tym, jak poradzić sobie ze skonceptualizowanym Ja już niebawem w kolejnym artykule! :)

Komentarze


Post: Blog2_Post
bottom of page